Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Odnosząc się do: "Nie uważasz, że to jest strasznie smutne? Że tak bardzo musimy mieć na uwadze stabilność finansową, że kultywowanie humanistyki w postaci studiów wyższych jest uznawane za niedorzeczność?"
Smutne czy nie smutne, na pewno jest realne i raczej niemożliwe do zmiany. Zawsze tak było, że jak chciałeś napisać książkę, to Ciebie musiało być na to stać. Ty musiałeś mieć czas, za który być może nigdy nikt Ci nie zapłaci. Są oczywiście mecenasi sztuki, ale zwykle też mają swój interes finansowy w sponsorowaniu twórców. Nie wiem jak miałoby to wyglądać inaczej. Jeśli robię coś, co nikomu nie jest potrzebne, nie tworzy PKB i nikogo nie interesuje, to z jakiej racji ktoś miałby mnie za to godziwe wynagradzać? Niedawno feministki oburzały się, że piłkarki są gorzej opłacane od piłkarzy. Ale tak przecież działa prawo popytu, którego raczej nie da się zagiąć. Wymagałoby to chyba niemożebnych dofinansowań (ze strony państwa? bo chyba nie zmuszalibyśmy do tego prywatnych podmiotów), które i tak nie spowodowałyby, że inwestycja stanie się rentowna, skoro ludzi po prostu nie interesuje damska piłka nożna. Dlaczego nie można pogodzić się z tym, że pewne dziedziny, skoro nie przynoszą dochodów, należy traktować jako hobby? 
 
A co do pozostałych kwestii, w tym konieczności polepszania sytuacji pracowników szorujacych po dnie, to ogólnie się zgadzam. Z tym, że nie wyobrażam sobie, żeby taki pracownik zarabiał podobnie jak osoba po trudnym kierunku, bo po prostu jaki byłby sens trudzenia się? Nie wyobrażam sobie też polepszania tej sytuacji poprzez łupienie klasy średniej. Jestem prawnikiem, przeszłam 5 lat studiów, w trakcie których nie zarabiałam, bo inwestowałam swój czas w naukę. Mam już 4,5 roku praktyki i zarabiam mniej więcej tyle, co pracownik Biedronki :^) Ogólnie nie narzekam, bo jest to etap przejściowy. Kocham to, co robię, ale wymaga to ogromnych poświęceń i to nie tylko z mojej strony, lecz także ze strony moich najbliższych, którzy odciążają mnie w obowiązkach pozanaukowych. Nie jestem już podlotkiem, a ciągle nie mam dzieci (nie licząc tych, które utrzymuję z 500+ :^)  ). Nie dlatego, że nie chcę, lecz dlatego, że teraz byłoby to kompletnie nieodpowiedzialne. Wybierając kierunek studiów patrzalam tylko na kasę i na to, czy będę w stanie go skończyć. Początkowo nie był on zgodny z moimi zainteresowaniami. Chciałam jednak trochę zarobić żeby móc się ustatkować. I teraz przychodzi lewica i mówi "fajnie że się wyspecjalizowałaś i poświęciłaś, no to teraz dawaj haracz na tych, dla których nie ma pracy w ich zawodzie psiego fryzjera". Trochę to podłe, bo nie zrobiłam tego po to, żeby utrzymywać obcych ludzi, zwłaszcza tych, którzy mieli czas i możliwości studiowania rzeczy potrzebnych społeczeństwu, ale wybrali Wydział Gier i Zabaw. Jak będę więcej zarabiać to będę bardziej pomagać potrzebującym, ale na tyle, na ile w danej chwili mogę i chcę, bo jednak dobrobyt mojej własnej rodziny będzie dla mnie zawsze priorytetem. Nazwij mnie samolubem.
(PRO)
No Soup for you

Don't be the product, buy the product!

close
YES, I want to SOUP ●UP for ...