Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Miejsc pracy dla wyspecjalizowanych pracowników jest bardzo mało? Kogo zatem rozumiesz przez "wyspecjalizowanego pracownika"? Prawnika znającego się na ubezpieczeniach lub podatkach? Czy właśnie robotników?

Specjaliści pierwszego rodzaju zawsze będą potrzebni (tu akurat z uwagi na sraczkę legislacyjną i brak możliwości nadążania przez zwykłego człowieka za zmianami).
A co do tych drugich - czy znasz dobrych hydraulików? stolarzy? elektryków? ludzi zajmujących się "wykończeniówką"? Ja nie bardzo. A jak już ktoś potrafi coś zrobić i nie spartolić tego, to ceny i terminy ma odpowiednie. Nie znam z doświadczenia realiów ogólnopolskich, mogę mówić tylko o tym co obserwuję wokół siebie. Przykładowo na nowym osiedlu w moim mieście wojewódzkim jest 1 (słownie: jeden) człowiek, który wykańcza wszystkie mieszkania - jak wszedł tam 6 lat temu, tak nadal tam siedzi. Owe ceny i terminy można sobie wyobrazić. Sama ostatnio dałam 200 zł za jakieś 30-40 minut roboty przy czyszczeniu boilera. Jak hydraulik mi wymienił uszczelkę w łazience, to zalałam sąsiadów (ale 50 zł za 10-15 minut pracy wziął). Chcę teraz oddać samochód do mechanika, ale na razie nie wiem do kogo, bo każdy w okolicy mi już w przeszłości coś spartolił (za odpowiednią kasę).

Żeby nabyć kwalifikacje w ww. zawodach nie trzeba "wymaglować sobie n lat z życiorysu, wypalając się do gołej ziemi". Wystarczy skończyć technikum lub zrobić krótkie kursy, może zatrudnić u kogoś na rok, żeby podszkolić się praktycznie. Potem można robić na siebie, we własnej firmie.

Jeśli ktoś w realiach takiego niedoboru wykwalifikowanych robotników i w braku chęci  / możliwości pójścia w medycynę, prawo, IT, uparcie chce być "białym kołnierzykiem" i idzie w teatrologię czy socjologię, to chyba jednak sam jest sobie winien.

"Życie jest konsekwencją bardzo wielu mądrych i głupich decyzji, a osoby mniej zamożne – cóż – niestety często tych drugich mają zdecydowanie więcej. Ja kocham piłkę nożną, geopolitykę czy gry komputerowe, ale nie przyszłoby mi do głowy wybierać kierunku studiów przez pryzmat zainteresowań. Powyżej mamy ludzi po filozofii, etyce, „polityce społecznej”, kulturoznawstwie czy teatrologii. Co myśli sobie człowiek, który w XXI wieku opiera swoją stabilność finansową na wyborze „polityki społecznej”? Dlaczego ktoś po trudnym kierunku wybranym cynicznie pod kątem zarobków, ma się dokładać do tego, że ktoś wybrał pasje? Myślicie, że ekonomia, prawo albo medycyna są ciekawsze, niż Antygona czy Assassin’s Creed?

Oczywiście ktoś może podać mi przykład, że kulturoznawcy są teraz wzięci w korporacjach np. d/s relacji z Chinami. To być może prawda, ale powyżej mamy sześcioro posłów, którzy otwarcie kontestują system, domagając się znacząco większej redystrybucji dóbr, a jednocześnie niedawny przebieg ich kariery zawodowej czy wyniki ekonomiczne nie wskazują, by w przeszłości podejmowali dobre decyzje. To z kolei stawia pod znakiem zapytania trafność stawianej przez nich diagnozy. Jest coś bardzo nie tak w tym, że moja 90-lecia babcia, nauczona przezornością, ze swojej bandycko niskiej nauczycielskiej emerytury, pomimo świadomości pełnego wsparcia ze strony dzieci i wnuków, zdołała odłożyć na czarną godzinę więcej, niż najrazemitszy z razemitów, 40-letni programista Adrian Zandberg."


Reposted bypankamien pankamien
(PRO)
No Soup for you

Don't be the product, buy the product!

close
YES, I want to SOUP ●UP for ...